Category Archives: Operating Systems

Komunizm korporacji, czyli dlaczego Microsoft i Windows 10 to zły wybór

W końcu nadszedł ten dzień… I co? I nic! Micro$oft dostał kopa w cztery litery, co nawet sam przyznaje. Plan nie został wykonany i Windows 10 nie zapanował nad światem, jak to wcześniej szumnie zapowiadano. I oto chodzi. Nie możemy ulec korporacjom, gdyż reprezentują nie nasz interes. Co jest dobre korporacji, niekoniecznie jest też dobre dla konsumenta. Ludzie chyba nie zapomnieli tego, co wyczyniał Gates, a potem Ballmer. Łysa glaca tego ostatniego wyszła wielu bokiem przez to jego pajacowanie przed kamerami. Pycha została ukarana i już gadki w rodzaju jaki to “rak” ten Linux gdzieś zniknęły, a w ich miejsce pojawiły się wyrazy uznania z Redmond. Sytuacja zmieniła się diametralnie, gdyż oto Linux stał się częścią nowego Windowsa. To coś, co trudno było nawet wyobrazić jeszcze kilka lat temu. “If Microsoft ever does applications for Linux, it means I’ve won“, powiedział kiedyś Linus Torvalds. Widać, że ojciec Linuksa bardzo wątpił w swój sukces u zarania swego dzieła. A tutaj masz: nie tylko infrastruktura M$ stoi na linuksowych serwerach, ale coraz więcej softu Microsoft działa na Linuksie i pojawiają się nieśmiałe próby opensourcowania niektórych elementów, które wcześniej były zamknięte, a nawet groziły srogie kary śmiałkom, którzy tylko marzyli o kompatybilności produktów M$ z resztą świata.

Normalnie cuda. Czyżby M$ się zmienił? Nie, to rynek się zmienił. M$ zrozumiał, że zaczął mu się usuwać grunt pod nogami. Skończył się jednostronny dyktat i niezachwiany monopol. Wyjście giganta z Redmond w kierunku Linuksa/OpenSource jest na to najlepszym dowodem. Niektórzy powiedzą, że te obecne oficjalne 2.5 % rynku desktopów dla Linuksa to nic w porównaniu z prawie 90% Windowsa. Być może, ale istotna jest sama tendencja, a ta zmierza do redukcji maszyn z Windowsem na rzecz Linuksa jak i OS X. Otóż nastąpił przełom, a raczej póki co rysa w monolicie, która jednak ciągle się powiększa. To jest jak lawina, która na początku jest niewielka, ale potem nabiera rozmachu, aby zmieść wszystko, co będzie na jej drodze. Przeanalizujmy jak wygląda początek tego linuksowego żywiołu.

Na spotkania OpenSource już nie zabiera się systemu Apple’a a dystrybucję Linuksa, nawet jeśli to tylko Ubuntu. Wcześniej z racji niestabilności sterowników Linuksa, preferowanym systemem operacyjnym był właśnie OS X, dzielący z Linuksem podobne narzędzia. I tak rozmawiano o Linuksie a używano OS X. Obecnie na OpenSource bryluje Linux, a więc wszystko doszło do normalności. Bowiem używanie hipsterskiego systemu Apple’a przy OpenSource to już nie snobizm, a obciach raczej. W rzeczy samej, system ten kojarzy mi się w najlepszym wypadku z zabawką dla bogatych małolatów, pokazywaną dla szpanu raczej niż dla rzeczywistej funkcjonalności, bowiem Windows jest tu zdecydowanie lepszy. O najgorszym przypadku pisał nie będę. Ma ta firma trochę podobny stosunek do użytkownika co M$, zwłaszcza teraz gdy ten ostatni wyszedł do ludzi z tym Windowsem 10. Użytkowniku nasz kochany, jesteś durniem, ale nic się nie martw – my wiemy, co jest dla ciebie najlepsze. Wszystko zrobimy za ciebie, a ty tylko płać i patrz na monitor, na nasze prześliczne GUI. I przy okazji podaj nam trochę swoich danych. Oczywiście wszystko dla Twojego dobra.

Nie owijając w bawełnę toż to czysty komunizm, gdzie coś (niekoniecznie państwo) wie lepiej ode mnie, czego potrzebuję i wszystko mi zapewnia w zamian zabierając mi wolność i prawo decydowania o sobie. Nie, ja nie jestem bezmózgim zombiem z podstawowym tylko instynktem klikania w kolorowe ikonki na monitorze. Ja chcę mieć całkowitą kontrolę nad tym, co robię. Nawet jeśli robię źle, to i tak komputer jest mój i tylko mój. W końcu za niego zapłaciłem. Nie życzę sobie, aby ważniacy (komuchy?) z Apple’a czy Microsoftu decydowali o mojej maszynie stojącej na moim biurku. Ja jestem panem sytuacji, nawet bogiem i mogę rozwalić mój komputer gazrurką, jeśli tylko przyjdzie mi ochota.

To jest właśnie wolność decydowania. Pomijając już drastyczne przykłady i niekoniecznie w pełni trafne (w końcu rozwalić komputer z Windows czy OS X również można), zwracam uwagę na to, jak ważna jest wolność człowieka, nawet jeśli dotyczy ona tylko i wyłącznie naszego komputera. W końcu tam już toczy się większa część naszego życia, a więc żarty się skończyły. Ktoś powie, że nie używa Linuksa a mimo to czuje się wolny. No tak, kajdan na nogach nie mamy, lecz jeśli chcemy mieć kontrolę nad aktualizacjami systemu czy też sami decydować o innych jego aspektach, odczuwamy wirtualne kajdany. I teraz te cholerne dziwne procesy w tle kiedy włączasz komputer z Oknami na pokładzie niekoniecznie z Windows 10. Telemetry is everywhere! Moja maszyna stała się znacznie mniej responsywna. Od wielu lat Microsoft utrudnia życie użytkownikom i deweloperom, promując jedynie słuszne rozwiązania, czytaj: własne rozwiązania, niekoniecznie najlepsze dla konsumenta. Skąd my to znamy? Znamy to z poprzedniego systemu, nie operacyjnego, a politycznego, jak i chyba z dzisiejszego systemu, także politycznego. Cały czas ten sam wspólny mianownik: my jesteśmy mądrzejsi od ciebie, prosty człowieczku. Nie damy Ci broni, bo sobie jeszcze krzywdę zrobisz. Inaczej: nie damy ci kontroli nad systemem operacyjnym, bo jeszcze go zepsujesz.

Komunizm wrócił! W nieco innej formie, ale wrócił i jest jeszcze gorszy od tego, co już był. Pcha się Drzwiami z napisem B(ill) + S(teve) + S(atya) i dziesięcioma Oknami. A amerykańskiej bezpiece swędzą paluszki, aby dla naszego (oczywiście) bezpieczeństwa poszperać na naszych dyskach w poszukiwaniu ukrytych terrorystów z pasami szahida. To może przez nich czasami wybuchają baterie w laptopach, więc chyba coś jest na rzeczy. Także kochany nasz światowy żandarm zadba o nas, aby jednak nic nam nie wybuchło. Oczywiście nie za darmo, bowiem bezpieczeństwo kosztuje. Każdy to wie.

A może by tak nie bać się opuścić tej klatki i zasmakować trochę wolności. Zobaczyć jak to jest podjąć pochopną decyzję, wymazać przypadkiem dysk, stracić dane, spieprzyć coś w systemie i instalować go na nowo, samemu, nie tylko z gotowcem ze sklepu. To naprawdę niezła frajda, gdy instalujesz Linuksa obok już zainstalowanego Windowsa i nagle okazuje się, że Windows już nie istnieje na dysku, bowiem partycja została nadpisana. Przez pomyłkę oczywiście. Bowiem oto dotarły do mnie informacje jakoby Windows 10 usuwał partycje z Linuksem, inaczej mówiąc niewindowsowe partycje. I to bez pytania, powodują słuszne oburzenie użytkowników. Tu już chyba raczej nie możemy mówić o pomyłce, a o celowym działaniu, gdyż dual-boot w dzisiejszych czasach stał się popularnym środkiem radzenia sobie w trudnej sytuacji, jaką nam zgotowali cwaniaki z Redmond. Do gier, niestety jeszcze Windows, a do normalnego użytkowania systemu – Linux.

Może tak źle nie będzie i nic się nie stanie. Nie chcę tu straszyć początkujących, którzy drżą o swego kochanego Windowsa. W końcu życie bez Windowsa dla wielu nie istnieje. W domu od małego Windows, w szkole Windows i ciągle ten Windows. Nie dziwota, że brak Windowsa równa się tragedia. Drodzy początkujący linuksiarze wychowani na Windowsie, głowa do góry – bez Windows da się naprawdę egzystować. Ponad 90% z was wykona to samo na Linuksie, co na Windowsie, a nawet więcej. W końcu gonicie Pokemony na Androidzie czy iOS, którym bliżej do Linuksa niż Windowsa. Oczywiście jest trochę specjalistycznego softu, który może sprawić problem na Linuksie, lecz prawda jest taka, że to nie jest wina Linuksa i w żaden sposób linuksowi deweloperzy za to nie odpowiadają. Linux chciałby dla Was, Kochani Użytkownicy, uruchomić wszystko, czego tylko potrzebujecie, ale problemem jest, że autorzy programów nie zawsze chcą, aby ich dzieła działały na czymś innym niż Windows, czy tam jeszcze OS X. Zawsze słyszę to samo: nie opłaca się trudzić, gdyż użytkowników Linuksa jest za mało. A skąd ktokolwiek wie, ile tak naprawdę jest użytkowników Linuksa? Nikt tego nie wie i wszyscy posiłkują się oficjalnymi statystykami, które są na pewno zaniżone.

No i oczywiście gry. Jak mógłbym zapomnieć o grach? Większość z Was gra i życie bez grania traci sens. Kiedyś to był rzeczywiście problem, aby na Linuksie w coś pograć ambitniejszego niż systemowe gierki, czyli jakieś tam labirynty, gry karciane, miny i tym podobne. Oryginalne sterowniki niestabilne, opensourcowe z innej epoki, zero wsparcia ze strony deweloperów, na Wine albo pójdzie albo nie pójdzie, a jak pójdzie, to szkoda gadać. Katastrofa? Otóż nie. Taka sytuacja to już historia. Na szczęście! Dzisiaj Linux stał się solidną platformą dla świata 3D (tudzież 2D). Wielu ludzi jeszcze ciągle nie wierzy, że Linux i gry to możliwa kombinacja. Jak najbardziej możliwa. Sytuacja zmienia się szybko na korzyść Linuksa. Obecnie mamy Vulkan API. Ciągle jeszcze musimy czekać na pełną implementację tego wynalazku, ale już dziś ta technologia pokazuje na co ją stać. DirectX nie odda za łatwo prymatu w grach, ale to kwestia czasu, kiedy deweloperzy przestawią się na Vulkana. Niektórzy w to wątpią, ale ja nie mam żadnych wątpliwości. kto będzie królem. A król może być tylko jeden. Powodów jest kilka.

Oczywiście pierwszym jest wieloplatformowość Vulkana w przeciwieństwie do DirectX, gdzie np. DirectX12 odpalicie tylko na Windows 10, a nie na starszych systemach windowsowych, nie mówiąc już o innych platformach. Vulkan wspiera też ogromny rynek mobilny. Po co zatem ograniczać się tylko do jednego Windows 10 i tam jeszcze windowsowej konsoli? Z Vulkanem możemy napisać grę, która wystartuje na każdej platformie, nawet na Windows 10. Oczywiście M$ będzie kombinował, przekupywał deweloperów, przyciągał na różne sposoby. Jednak rynek szybko to zweryfikuje. Vulkan jest po prostu lepszy pod każdym względem. To nie jest nowa wersja OpenGL, jak niektórzy sądzą. To zupełnie inne API o innej architekturze i spojrzeniu na tworzenie grafiki. Wbrew windowsowym trollom, OpenGL sprawdził się, wyprzedzając nawet DirectX w wielu dziedzinach. I będzie jeszcze długo używany. Pewne jednak wady uniemożliwiały skuteczne konkurowanie z technologią M$, dlatego stworzono Vulkan API. Vulkan to zdaje się twór idealny, pozbawiony wad OpenGL i DirectX. Tylko czekać, jak stanie się powszechnym strandardem w świecie 3D.

Niektórzy powiedzą, że obecność Vulkana w grach niekoniecznie oznacza więcej gier na Linuksa. Oznacza, gdyż nawet jeśli gra nie będzie przeportowana bezpośrednio na Linuksa, to taka gra z Vulkanem będzie działać bezproblemowo na Wine. Tłumaczenie z DirectX API to zawsze był problem po DirectX9. Z grą działającą na Windows z Vulkanem problem przestaje istnieć. Odpalamy windowsową gierkę na Wine i wszystko powinno działać jak należy. W końcu autorzy Wine zaimplementowali już w swoje dzieło Vulkana, który jest otwarty i każdy wie, co tam dokładnie siedzi.

Pewnie są tacy, co zapytają, po co mam bawić się z Wine, jak mogę grać bezpośrednio w Windowsie? Pytanie logiczne. Jednak tacy ludzie zapominają, że kernel Linuksa to majstersztyk, przy którym kernel Windowsa NT to niedorobiony karzeł. Ma swoje wady, ale za to zalet bez liku. Możliwości wewnętrzne Linuksa są niesamowite, niczym nie ograniczone. Oczywiście laicy tego nie dostrzegają, ale to jest fakt, co nawet przyznał jeden z pracowników M$. Pełna moc hardware jest dostępna dla deweloperów bez jakichkolwiek sztuczek autorów zamkniętego oprogramowania. Żadnego dławienia, czy sztucznego zaniżania parametrów, kombinowania jak tu wyciągnąć kasę od ogłupionych użytkowników. Dlatego właśnie warto grać na Linuksie z Vulkanem na pokładzie! Przy dobrze zaimplementowanym API testy prawdę powiedzą i mimo wieloletniego przyzwyczajenia i przekupywania deweloperów, wygra lepszy. Zapewne niektórzy pozostaną wierni DirectX z różnych względów, ale to wyłącznie ich problem. Żeby czasem nie skończyli jak ci, co tworzą na Silverlight. M$ jest na tyle zadufany w swej wielkości, że potrafi nawet wystawić do wiatru swoich fanów. Strzeżcie się więc, ślepi wyznawcy M$, gdyż któregoś dnia możecie obudzić się z ręką w nocniku. Zaufanie do twórców zamkniętego oprogramowania musi być ograniczone, tak jak na drodze. Tylko OpenSource gwarantuje, że technologia nie zdechnie z dnia na dzień i zawsze może powrócić w innej postaci, a wasze wysiłki w jej opanowaniu nie pójdą na marne.

M$ cenię za C#, gdyż to rzeczywiście udany produkt, co by nie mówić o tej firmie. Nie bez kozery preferuje się go zamiast Javy. I na pewno wielu brakowało całego .NET na Linuksie. Na szczęście, wszystko zmierza do otwarcia tej technologii i już nie będzie potrzeby trzymania Windowsa dla używania .NET, czyli na przykład tego nieszczęsnego dual-boot. Już niedługo gigant z Redmond będzie prosił o użytkowanie tego środowiska na innych systemach niż Windows. Mając zastępy opensourcowych deweloperów .NET nie będzie stać w miejscu, a nabierze rozmachu. Innymi słowy, nawet zatwardziali wrogowie OpenSource zrozumieli, że ruch wolnego oprogramowania to licząca się siła, która kształtuje komputerową rzeczywistość. To kwestia czasu, kiedy dotąd zamknięte oprogramowanie będzie powoli otwierane. I to nie z powodu nagłego przypływu miłości ze strony komercyjnych twórców, ale po prostu taka jest rzeczywistość. Tacy jak M$ potrafią liczyć jak mało kto. I wyszło, że dalsze silne patentowanie niektórych technologii nie służy firmie. Chociaż jak pokazuje życie, nigdy nie wiadomo, co strzeli do głowy takim molochom jak M$. Znamy przykład Oracle’a, gdzie niby przyjazna OpenSource firma potrafi wywinąć niezły numer. Na szczęście OpenSource jest odporne na takie zagrywki i robi się po prostu forka. Fork jest dobry na wszystko! Dlatego technologia OpenSource może się przekształcać, ale nigdy zaniknąć. Zawsze znajdzie się ktoś, kto ją może podjąć na nowo i tchnąć w nią nowe życie. I jak tu nie kochać OpenSource? Jak to jest różne od komunistycznej ideologii M$ i Apple’a, chcącej nam założyć smycze i w ten sposób nas kontrolować.

Dlatego dziwi mnie wielce, że polski rząd albo raczej nie-rząd nie dba o swoich obywateli i brnie w bagno zwane Windows. Ja wiem, że polscy urzędnicy są zapracowani, ale strony erotyczne bezpieczniej ogląda się w Linuksie niż w Windowsie. Taka prawda. Sprawdzone przez wielu. Ja rozumiem, że przestawienie wszystkich urzędów i państwowych instytucji na Linuksa to wielkie wyzwanie dla informatyków zatrudnianych po znajomości, ale do licha to jest proces i należy czynić to stopniowo, aby było bezboleśnie. Da się to zrobić delikatnie bez rozpieprzania całych systemów informatycznych, jak to wcześniej bywało, gdy przetargi wygrywał ten, co powinien, a raczej nie powinien. Potrzebna tylko doba wola. No a tej niestety wyraźnie brakuje naszym rządzącym. W końcu wizyty oficjeli M$ miały swój cel a korporacja ta ma wyjątkowy dar przekonywania, skoro wpłynęli nawet na Rosjan i Chińczyków. I Płatnik ciągle tylko na Windows i MS Office musi być przy każdym stanowisku, jakby nie istniały dobre alternatywy. Ktoś powie, że Calc nie dorównuje Excelowi. Może i nie dorównuje, ale nie każdy/każda (żeby się feministki nie przyczepiły) używa Excela w pełni. Nawet Calc to dla większości za dużo. I tak dalej szastamy publicznymi pieniędzmi, w końcu to nie nasze pieniądze, a tych durniów, co nas wybrali. Komunizm pełną parą.

Januszu Korwinie Mikke przybywaj i zrób porządek z tym burdelem, przynajmniej w sferze systemów operacyjnych.

Szpiegowanie Windowsa 10 czy wolność Linuksa – wybór należy do ciebie

Na początek pytanie: Czy dalibyście klucz od swojego mieszkania lub samochodu nieznajomemu, nawet jeśli wydaje się godny zaufania? Głupie pytanie, nieprawdaż? Wiadomo, nawet z członkami rodziny trzeba uważać, a cóż dopiero z nieznanym sobie człowiekiem. Każdy z Was odpowie, że oczywiście NIE. Nie wyobrażam sobie, że może być inaczej. Nikt o zdrowych zmysłach chyba nie chce, aby ktoś nieznajomy pałętał się po jego chałupie czy używał jego bryki bez pytania o zgodę.

Dlaczego zatem wielu z nas godzi się z taką łatwością na to, co proponuje nam umowa licencyjna korporacji Microsoft? Zaznaczając “Zgadzam się” dajemy taki “klucz” osobom, których nie znamy. Oczywiście nie jest to klucz fizyczny do naszego mieszkania i samochodu, ale wirtualny do tego, co mamy na swoich komputerach. A dzisiaj życie w znacznym stopniu toczy się “w wirtualu”, a więc nie tylko w sejfie są cenne dla nas rzeczy. Często trzymamy na dyskach dane, które może nie są od razu tajne czy poufne, ale na pewno prywatne i nie życzylibyśmy sobie aby ktoś obcy miał do tego dostęp. Ja wiem, zaraz padną pytania o Facebook, Google czy telefon z Androidem. Zadadzą je ci, co nie pojmują istoty problemu lub windowsowe trolle, szukając na siłę kontrargumentów. A ja im odpowiem, że nie ważne, co robimy w internecie, co zamieszczamy i czym się dzielimy ze światem, gdyż to wyłącznie sprawa tych, co to robią. Generalnie będąc online trudno jest dzisiaj ukryć się przed wszędobylskim szpiegowaniem w internecie. I to jest fakt, z którym trudno dyskutować. Można to akceptować lub nie.

Jednak nie usprawiedliwia to działania Microsoftu, który bezczelnie rości sobie prawa nie tylko do kopii swego produktu (za którą zapłaciliśmy, kupując licencje Windows 7 i Windows 8/8.1), ale też do innego zainstalowanego na naszym komputerze softwaru, który jest nasz i tylko nasz. Podobno jesteśmy tylko użytkownikami systemu Windows, a nie właścicielami kopii i to niby daje monopoliście prawo do pełnej nad nim kontroli. Oczywiście każdy z nas akceptuje potulnie umowę (nawet jej nie czytając) bowiem jak najszybciej chce używać nowy system. I w sumie nikt tym się nie przejmował do czasu wydania Windows 10. Były jakieś tam niejasne mechanizmy szpiegowskie już chyba od Windows XP, ale wszyscy poprzestawali na fakcie, że “Microsoft szpieguje” i nikt z tym niczego nie robił. Te pojedyncze głosy cichły szybko w tłumie zafascynowanych ficzerami nowego systemu. Szpiegowskie instrumenty rozwijano w kolejnych wersjach zgodnie z zasadą “daj palec, to wezmą całą rękę”. Microsoft uznał, że mu wolno i idąc za ciosem stworzył malware o nazwie “Windows 10”, które tylko przypomina system operacyjny, aby tresowani od lat użytkownicy na to się nabrali. Miliony dolarów poszło na kampanie reklamowe, aby nawet niedowiarki zobaczyli, jaki ten nowy system operacyjny jest “cool”. I działalność ta przyniosła oczekiwane efekty.

Podejrzane plany Microsoftu (i innych korporacji) są dyskutowane w internecie i wydaje się, że wszystko już zostało powiedziane, a jednak wielu użytkowników zdaje się w to nie wierzyć. To brzmi tak niesamowicie, że aż niemożliwie. Zwykle mówią, a co mi tam, co u mnie można podejrzeć, co wykraść, nie przejmując się zupełnie tymi działaniami amerykańskiej korporacji, które należy nazwać bez ogródek kryminalnymi. Bo chyba wchodzenie komuś do komputera bez wiedzy właściciela i dokonywanie tam zmian nosi co najmniej znamiona czynu zabronionego. Co jakiś czas zamyka się hackerów (a może bardziej crackerów), którzy się tym parają i ich czyny są powszechnie potępiane. Tym większe jest oburzenie, że ich malware często udaje coś legalnego i nieszkodliwego. I tutaj mamy wielkie podobieństwo z działaniami Microsoftu. Nieświadomi użytkownicy instalują sobie pięknie opakowany malware, nie spodziewając się najgorszego. No bo przecież Windows 10 startuje poniżej pół minuty, ma nowoczesny interfejs graficzny (rzecz dyskusyjna) i te wszystkie kolorowe zabawki. Aż chce się go używać. To najnowszy system Windows, na którym gry pójdą jak burza. Ma wspaniały DirectX12, bez którego nie będę grał w najnowsze gry. Mało tego, jest w ogóle niezbędny do życia.

To tylko wabik działający na odmóżdżone społeczeństwo, otwarte na nowe szalone pomysły giganta z Redmond, bezkrytycznie przyjmujące wszystko, co kojarzy się ze znaną od lat marką. Prawdziwa rola malware Windows 10 jest inna, a więc zbieranie informacji o użytkownikach, totalna inwigilacja, gdzie zapisywane jest wszystko, co się da na nasz temat (hasła, głos, wideo, pliki itd.). Po co? Po co to komuś? Po cholerę te wszystkie dane od przeciętnego Wacka żyjącego spokojnie w jakimś zapyziałym prowincjonalnym miasteczku? Nie wiem, jasnowidzem nie jestem, ale można się domyślać, że skoro podjęto wysiłek w celu implementacji tych zaawansowanych mechanizmów szpiegowskich, musi być w tym jakiś cel. Korporacja nie wyrzuca pieniędzy w błoto zatrudniając rzesze zdolnych inżynierów, którzy nie zadowolą się polską płacą minimalną. Jak można przypuszczać, część na pewno trafi do agencji wywiadowczych dla analizy, a część do zaprzyjaźnionych z Microsoftem komercyjnych firm i korporacji. Oczywiście, chyba mogę założyć, że nie jesteśmy terrorystami i chyba nic nie planujemy wysadzać, więc traktowanie nas z automatu jako podejrzanych jest naruszeniem naszych podstawowych praw, o które tak niby zabiega Unia Europejska. A nawet jeśli nie zasłużyliśmy na zainteresowanie NSA i CIA, to nasze twarde dyski to kopalnie wiedzy o nas, naszych preferencjach i naszym życiu, a wobec tego nie można przejść tak obojętnie. Mieć możliwość, a nie skorzystać to przecież grzech. Miliony dolarów czekają, aby je wziąć. Zawsze znajdzie się jakiś smaczny kąsek na naszym dysku, a my użytkownicy nie jesteśmy nawet w stanie przewidzieć, co to może być i jak zostanie wykorzystane. Być może nawet przeciwko nam, nie możemy tego teraz wiedzieć.

Dlatego jako dla świadomego użytkownika nowych technologii takie “cukierki” od “wujka Billa” nie robią na mnie wielkiego wrażenia. Nie trafiają do mnie nawet nawoływania internetowych trolli opłacanych przez Microsoft, zachwalających Windows 10. Może i działa znakomicie na niektórych komputerach (pomijając liczne żale na forach internetowych), może to rzeczywiście rewolucja w systemach operacyjnych, jednak nie kosztem użytkownika. Chcę pracować w środowisku, które w pełni kontroluję, gdzie ja decyduję, co udostępniam, a co pozostawiam jako prywatne do mojego i tylko mojego wglądu. Korporacjom nic do tego. Nie chcę, aby system operacyjny (lub inny “mądry” software) sam decydował o aktualizacjach (z wyłączeniem mojej ingerencji), o tym co mam zainstalowane, a co powinno być odinstalowane, co jest legalne, a co nie. To ja użytkownik o tym decyduję i ponoszę za to osobistą odpowiedzialność. Nikt nie będzie mi podsuwał natrętnych reklam w systemie (czego przedsmak mamy już w Skypie) i uruchamiał podejrzane procesy w tle bez mojej wiedzy i zgody. Nie zgadzam się też na system-usługę, gdyż to daje spore pole do nadużyć. Tolerowałem Microsoft i jego draństwa dosyć długo, ale teraz miarka się przebrała i nie będę instalował malware Windows 10. Mam Windows 7 i Windows 8.1, a więc oba systemy przeznaczone dla “darmowego” upgrade’a. Jednak moje komputery nie zobaczą następnych dobrodziejstw z Redmond.

Mam jeszcze starego laptopa marki Dell, na którym od kilku lat działa OpenSUSE 13.1 i to bez jakichkolwiek problemów, co chciałbym szczególnie podkreślić. Zainstalowałem go po końcu wsparcia dla Windows XP i prawie wszystko zadziałało “out of the box”. Jedynie karta Wi-Fi wymagała mojej ręcznej interwencji, ale to nie było nic wielkiego, nic od czego świat mógłby się zawalić. Wszystko działa do tej pory i działać będzie pewnie jeszcze długo. Do tego przystosowałem KDE, aby wyglądało jak Windows XP (żądanie mojego brata). Sam byłem zdumiony, że tak wszystko poszło gładko, gdyż pamiętałem Linuksy z graficznym interfejsem, który nie nadawał się do niczego. Następny laptop też będzie z OpenSUSE (Leap 42.1 albo z Tumbleweed). Będzie to mocny sprzęt (64-bitowy, przynajmniej 16 GB RAM i Intel Core i5) dla grafiki 3D, którą się obecnie zajmuję. Pokładam też wielką nadzieję w Vulkan API, który powinien sprawić, ze DirectX zostanie wreszcie zdetronizowany i gracze przestaną narzekać na brak porządnych gier na Linuksa.

Innymi słowy, dla mnie obecnie nie ma innej alternatywy – tylko Linux. Myślę, że dla wielu rozsądnych ludzi także, gdyż Mac w gruncie rzeczy to ta sama bajka co Windows. Ja rozumiem, że są użytkownicy, którzy po prostu nie mogą przejść na rozwiązania FLOSS. Jest wiele specjalistycznego softu, który raczej nie będzie działał na Linuksie lub będzie działał źle (z Wine). Jednak wszystkim krytykom Linuksa chciałbym przypomnieć, że nie jest to wina samego systemu, a firm tudzież korporacji, które nie chcą przenieść swoich programów na tę platformę. Uzasadnia się to zwykle małym udziałem Linuksa w rynku desktopów lub innymi dziwnymi argumentami. Rozumiem, że użytkownika to nic nie obchodzi. Użytkownik chce odpalić swój program w systemie operacyjnym i ma po prostu działać. Jednak jeśli chcecie kierować gdzieś o to pretensje, kierujcie je we właściwą stronę, aby je usłyszano.

Na szczęście coraz więcej jest softu na Linuksa, który nie zawsze jest gorszy od odpowiedników dostępnych tylko na Windowsa i ewentualnie na Maca. Ja jak i pewnie z 90% ludzi używających komputera w domu obyłoby się bez produktów działających tylko na Windowsie bez uszczerbku dla naszego wirtualnego życia. Czy każdy z nas potrzebuje Photoshopa czy innego “cuda” na komputerze, pomijając fakt, że większość tego da się odpalić na Linuksie, jak ktoś się uprze? Oczywiście, że nie. Gros użytkowników używa swego komputera do przeglądania internetu, słuchania muzyki, oglądania filmów, obróbki zdjęć, komunikacji i tworzenia dokumentów. Czy komukolwiek czegoś brakuje z tej listy pod Linuksem? Śmiem wątpić. Celowo pominąłem tu granie, bowiem sprawa jest tu bardziej skomplikowana.

Chcemy tego czy nie, gracze stanowią chyba największą część użytkowników desktopowych komputerów. Bez tego wielu nie może się obejść i system, który uniemożliwiałby granie, nie byłby dla nich systemem wartym uwagi. Doskonale to rozumiem (chociaż graczem nie jestem i nigdy nim nie byłem), że rozrywka na komputerze jest najistotniejszym elementem jego użytkowania, dlatego tak walczyłem i walczę o możliwość wygodnego użytkowania silników gier na Linuksie. Napisaliśmy skrypt dla uruchomienia Unity 3D pod Linuksem, który do tej pory jest użytkowany mimo wydania natywnej wersji dla Linuksa. To mnie jednak nieco martwi, bo to pokazuje, że natywna wersja nie jest jeszcze doskonała, ale może będzie. Unity Technologies ugięło się pod naszą presją i jest szansa, że z tego nie zrezygnują. Mnie jednak teraz bardziej interesuje UE4, gdyż obecnie pracuję nad dużą aplikacją 3D (nie grą!). Ciągle nie mamy tu wersji binarnej i launchera. Nie jest to chyba priorytet dla Epic Team, ale może to się zmieni w najbliższej przyszłości. Chciałbym mieć stabilne i wygodne narzędzie do programowania pod Linuksem. I jak zwykle nie zależy to od deweloperów Linuksa. Moje prośby zatem kieruję do Epic Team.

Prawda jest jednak taka, że jeśli nie będziemy używać Linuksa, nie zmusimy firm produkujących software do dobrego wsparcia tego systemu. Jeśli chcecie, aby oprogramowanie uruchamiane tylko w Windowsie pojawiło się natywnie na Linuksie, to nic prostszego jak tylko zacząć używać tego Linuksa, aby pokazać, że istniejemy i nie wymarliśmy, a wręcz przeciwnie – mimo licznych przeszkód rozwijamy się w piorunującym tempie. Samo narzekanie nie wystarczy. Piszę ten artykuł po polsku, bowiem wierzę w mądrość naszego społeczeństwa, które nie lubi zniewolenia i solidarnie zbojkotuje Windows 10. Nie liczę na polityków, bo na tych liczyć nigdy nie można, ale na zwykłych ludzi. Apeluję, abyście, jeśli możecie, nie używali tego malware. Dla waszego dobra, bo to naprawdę kawał szkodliwego softu, a ludzie stojący za nim mają złe intencje. I tu może nie tyle chodzi o teorie spiskowe, co o zwykły biznes. Oto użytkownik stał się dochodowym interesem, towarem samym w sobie.

Jeśli chcecie, zostawcie sobie Windows 7 lub/i Windows 8/8.1 do gier czy do innych celów (jak ja), a tak używajcie Linuksa jako swego głównego systemu operacyjnego. Generujcie ruch sieciowy z Linuksów, bo tylko tak was można jakoś policzyć. Wszystkim proponuję OpenSUSE, które jest niesamowitą dystrybucją, ale każdy rodzaj Linuksa może stać się waszą ulubioną dystrybucją. Linux dzisiaj to nie to przerażające “czarne okienko” do wpisywania zaklęć przez wtajemniczonych. To w pełni funkcjonalny nowoczesny system operacyjny, który możecie modyfikować i zmieniać do własnych potrzeb. Nikt was za to nie ukarze, nie naśle policji i prokuratury za złamanie warunków licencji. Każdy bit tego softu jest wasz. Większość złych rzeczy opowiadanych o Linuksie to mity lub fakty, które są już tylko tchnieniem przeszłości. Dzięki wielu ludziom na całym świecie, Linux ewoluuje jak szalony. Moim zdaniem, mimo pewnych perturbacji w dobrą stronę. Coś wam nie pasuje w Linuksie? Piszcie do deweloperów, naciskajcie na nich i zmuszajcie do jeszcze lepszej pracy. Coraz więcej z nich zaczyna rozumieć, że aby osiągnąć sukces na rynku desktopów, należy wyrwać się z zamkniętego kręgu geeków ku zwykłemu użytkownikowi. Najlepszą dla nich nagrodą (gdyż zwykle za swoją pracę zapłaty nie pobierają) będzie to, że ich rozwiązania będą używane. Program nie mający użytkowników jest martwy. Zainstalujcie już więc teraz Linuksa, najpierw może na Wirtualnej Maszynie, potem jako Live, aby sprawdzić jak zachowuje się na waszym hardware i że nie taki diabeł straszny jak go malują. Tutoriali w internecie pełno, a chcieć to móc. A potem to już mam nadzieję tylko przyjemność użytkowania i uczenia się czegoś nowego. To nie gryzie. Nie zrażajcie się jednym distro, wypróbujcie drugie, trzecie aż będziecie zadowoleni. W przeciwieństwie do tego, czym was karmi Microsoft, z Open Source macie wybór, nikt was do niczego nie zmusza, nikt niczego wam nie narzuca. To wy o wszystkim decydujecie, a nie korporacja, bowiem kopia systemu, którą macie zainstalowaną na komputerze jest wasza i tylko wasza, tak jak i wasze są dane na dysku.

Cała Polska używa Linuksa!

Windowsy – wrażenia linuksiarza

Długo używałem XP dla rożnych celów i w sumie byłem zadowolony. Jak na tamte czasy, to był znośny system, chociaż bardzo się męczyłem z jego bezpieczeństwem. O zapewnieniu ochrony przed złośliwym oprogramowaniem można by napisać książkę. Jednak dało się w sumie pracować. Równocześnie używałem Linuksa jako dual boot. To był SLED (SUSE Enterprise), który dostałem podczas szkolenia. O ile dobrze pamiętam, to była wersja 11.0. Po prostu potrzebowałem środowiska linuksowego. I chociaż już wtedy zauważyłem plusy Linuksa, to jednak trudne do zaakceptowania były dla mnie jego minusy jako uniwersalnego systemu na desktop. Chciałem zastąpić mój XP Linuksem, a tu natknąłem się na wiele problemów z programami, kodekami i sterownikami. Jednak ja zacisnąłem zęby i robiłem wszystko, aby to był system na miarę Windowsa. Tak, aby dało się go bezproblemowo używać, bo w końcu trzeba było czasami coś wydrukować i zeskanować. Przyznam, że z trudem, ale dla moich celów wystarczało, chociaż skanowanie i drukowanie pozostawiłem Windowsowi. Miałem pecha, gdyż mój skaner Microtek nie był wspierany przez Linuksa. Nie dały nic pisma i prośby do firmy – oni nie produkują sterowników do Linuksa. A odpowiednik Open Source nie istniał do tego modelu. I tu był pies pogrzebany. Z drukowaniem też nie szło najlepiej, chociaż drukarka była z HP, ale wtedy chyba jeszcze nie było współpracy tej firmy z Linuksem.

Największym jednak mankamentem tegoż Linuksa była grafika. Była surowa, a wręcz prymitywna (używałem Gnome). Nie było porównania z Windowsem. Dodatkowo grafika zawierała wiele błędów i całość nie była aż tak stabilna, jak bym tego chciał. Te bugi były naprawdę frustrujące, dlatego nie dziwię się osobom, które zapragnęły wypróbować Linuksa, po czym szybko wracały do Windowsa z mieszanymi uczuciami. Jedynie czarna poczciwa konsola nie zawodziła i wszystko działało jak należy. Jednak to zdecydowanie za mało, aby Linux mógł zagrozić Windowsowi na rynku desktopów. Większość użytkowników boi się czarnego okienka i jest dla niech po prostu nie wygodne w komunikacji z systemem. Grafika – to jest to, co decyduje czy system się podoba czy nie dla wielu ludzi. Mimo użytkowania wiersza polecenia, również dla mnie istotna była niezawodna grafika. Raz więc uruchamiałem Linuksa a raz Windows, wedle potrzeb. I tak to trwało.

Przy końcu wsparcia dla XP, zdecydowałem się wyrzucić XP i wgrać nowy OpenSuse 13.1. Zostałem do tego zmuszony sytuacją. Byłem zaskoczony jakością grafiki i stabilnością tego systemu. Programiści dokonali tu niesamowitej rewolucji zamieniając prymitywny graficznie system w nowoczesny program. Linux ten stał się podstawą mojego oprogramowania w starym laptopie. Zajmował mało miejsca (mały dysk) i działał doskonale. Do tego wsparcie dla 3D wyraźnie zostało ulepszone i dało się nawet uruchomić Unity 3D. Instalacja była tak doskonała, iż mogłem przy wsparciu Mesy wykonywać profesjonalne projekty 3D. Postęp dokonywał się niemal błyskawicznie, na moich oczach. Każde kolejne uaktualnienie polepszało grafikę 3D na moim OpenSuse. To był zdecydowanie mój system, na którym mogłem wykonywać wszystko, co mi było trzeba. Szybki, stabilny i… piękny!

Przeniosłem się do innego kraju i tutaj również chciałem pracować w środowisku linuksowym, na moim wypróbowanym OpenSuse 13.1. Niestety tak się złożyło, że do dyspozycji miałem tylko Windowsa. I tak oto zetknąłem się z Windows 7 Ultimate, jakże popularnym wśród użytkowników i firm. Nie miałem kłopotu z tym systemem, gdyż przypominał mi XP, jak również Linuksa. Ot co, kolejny Windows ze swoim windowsowymi wadami. Nie ukrywam, że w miarę dobrze mi się na nim pracowało. Nawet mniej infekcji było. Nie było tego koszmaru co wcześniej z XP. Na pewno Windows 7 jest systemem lepszym niż XP pod względem bezpieczeństwa. I jeszcze pod paroma innymi względami, ale mniejsza z tym. Z mojego punktu widzenia, nie ma sensu dalej używać XP. Generalnie, jak na product Microsoft, Windows 7 to dla mnie dobry system. Nawet zapomniałem na chwilę o moim OpenSuse 13.1 ;). Problemem jest, że trzeba za niego zapłacić i wielu nie chce tego zaakceptować. No cóż, programiści mają prawo brać pieniądze za swoją pracę. Chociaż moim zdaniem powinna być wersja jak Home za free dla zwykłych ludzi i płatna Pro dla firm.

Jednak gdy już trochę stanąłem na nogi za granicą, zachciało mi się znowu Linuksa. Chodziłem i szukałem po sklepach nowego komputera bez Windowsa (po co mam płacić za Windows jak moim zamiarem jest instalacja Linuksa?). Nie znalazłem. To mi tylko potwierdziło to, co już dawno znałem – oto zasadniczy powód popularności Windowsa i słabego zainteresowania Linuksem. Większość ludzi kupuje komputer z systemem i po prostu używa komputer i system nie wnikając w te kwestie. Nawet do głowy im nie przyjdzie, aby zainstalować inny. A że potrzebowałem nowego komputera z doskonałymi parametrami dla grafiki 3D, to stałem się posiadaczem Windows 8. I to był mój pierwszy system 64 bit.

Nie powiem, że Windows 8 to była dla mnie całkowita nowość, bowiem wcześniej naprawiałem komputery z tymi systemami zawodowo, ale to oprogramowanie doprowadzało mnie do białej gorączki. Być może to kwestia przyzwyczajenia, ale próbując coś zmodyfikować w systemie szukałem długo, aby to znaleźć. Windows 8 jest nieintuicyjny i te wszystkie funkcje zostały jakby ukryte przed użytkownikiem. Uczyłem się długo i nie mogłem pojąc sensu takiego rozplanowania systemu. Na zwykły box czy laptop to zupełnie niefunkcjonalne. Wiem, że są zwolennicy tego systemu, ale ja się do nich nie zaliczam. Jak większość – wolę zdecydowanie Windows 7. Na pewno Windows 8 jest szybki, to jego niewątpliwa zaleta, jednak te “kafelki” to tragedia. Już umiem je obsługiwać, ale nie mogę pojąc sensu tego po nich klikania i przemieszczania myszy po hot spotach. Nie dziwię się słabej popularności Windows 8 wśród użytkowników komputerów. To nie zdecydowanie mój system. Nawet jak mamy dobry soft od Microsoft, to jednak ciągle nie podoba mi się polityka tej firmy, a więc próba zmonopolizowania rynku, wykańczanie po chamsku konkurencji, przekupstwa, a także szpiegowanie użytkowników. Szczególnie wredne jest to, że nie można jak dawniej kupić nowego komputera bez systemu. Nie każdy musi używać Windowsa, czasami jest po prostu potrzebny Linux do pracy. A tutaj klient nie ma wyboru. Nawet jak chcesz potem zainstalować Linuksa, to i tak płacisz za Windowsa. To nie fair.

I jeszcze powiem, że co do tego Windows 8 to nie tylko wygląd i rozplanowanie systemu to minus dla mnie. To można przeboleć. Dla mnie istotne okazało się to, że Unity 3D słabo działa w tym systemie. O ile w Windows 7 32 bit śmigało jak sto diabłów, tutaj mam solidne kłopoty i jak dotąd nie mogę znaleźć sposobu na ich rozwiązanie. wszelkie internetowe fixy nie działają. No cóż, chyba trzeba będzie czekać na Unity 5.0, które ma być już 64 bit.

Po pewnym czasie wahania skusiłem się i zainstalowałem Windows 8.1 w miejsce Windows 8. Miałem pewne obawy, bowiem straszono w internecie strasznymi konsekwencjami tegoż kroku.  I okazało się, że nie było czego się bać. A to chyba dlatego, że kilka dni się przygotowywałem do upgrade’u i postępowałem zgodnie z instrukcjami Microsoft. Odłączyłem wszelkie zewnętrze urządzenia, gdyż stary sterownik może zawiesić cały  proces, jak czytałem. Dobre połączenie z internetem i dobre zasilanie. Także istotne jest ściągnięcie wszelkich łatek do Windows 8 przed instalacją Windows 8.1. Wszystko działa doskonale i szybko. Sam się dziwię, że Microsoft dokonał takich postępów. Nic nie pozostało z tego wolnego XP.

Wart też zauważyć, iż Windows 8.1 jest lepszy pod względem wyglądu niż Windows 8. Zdecydowanie zalecam zainstalowanie tej nakładki na system. Wygląda bardziej po ludzku. Windows 8 to nietrafiony pomysł, ale widocznie Microsoft chciał trochę poeksperymentować i wybadać reakcję użytkowników. Widząc swój błąd, szybko się poprawił. Plus jest taki, że od tych co mieli Windows 8 nie biorą kasy za instalację Windows 8.1. To trochę dziwne jak na politykę giganta z Redmont, ale widocznie się wystraszyli niskiej popularności projektu z Windows 8, to odpuścili.

Mimo pozytywnego odbioru Windows 7, z wielką niecierpliwością czekam na OpenSuse 13.2. Nie instalowałem tych wszystkich testowych wersji, gdyż nie miałem na to czasu. Czytałem za to w Internecie na ten temat. I muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem dokonań inżynierów z firmy SUSE (wcześniej Novell). Jak widać sama idea Open Source już dziś nie wystarcza, aby stworzyć doskonały desktop. Musi za projektem stać solidna firma. I tak to jest z SUSE. Ekipa przykłada się do wypuszczenia na rynek solidnego systemu. Specjalnie odroczyli wypuszczenie nowej wersji, aby bardziej ją dopracować. Mam głęboką nadzieję, że narodzi się wreszcie prawdziwa konkurencja dla Windowsa. Ale nawet jeśli tak się stanie, to i tak system ten nie dotrze do większości użytkowników na świecie, bowiem nie będzie w sprzedaży nowych komputerów z tym systemem. I co jest jeszcze bardziej oburzające, pojawiły się informacje, że nawet nie będzie można wyrzucić Windows i zainstalować w jego miejsce Linuksa. Taki kolejny brudny trik czarodziei z Microsoft. Cóż więc pozostaje producentom Linuksów? Zacząć produkować swój hardware! Jak to czyni Apple to chyba jedyna szansa na bezproblemowe umieszczanie systemów w nowych komputerach. Myślę, że nie tylko ja chętnie widziałbym takie komputery w sklepach.

Using SimpleScreenRecorder on OpenSuse 13.1

Using SimpleScreenRecorder on OpenSuse 13.1

It’s hard to find a quick tutorial for using SSR on Linux, so I write one. This configuration is used by me.

If you wish to record something on your desktop with microphone and then use it both under Windows and Linux, you should make some settings in SSR.

In Audio Input,  you should choose:

1/ PulseAudio because it’s more useful than ALSA or JACK

2/ Source: I use the option without “Monitor of” (I can’t record my voice with the “Monitor of” option – no voice recorded from my microphone)

As to codecs,  you should choose:

1/ Container: AVI

2/ Video: WMV2

3/ Audio: WMAV2

This configuration is useful because:

1/ You can use your microphone with no problem

2/ Those codecs cooperate with Windows software

3/ The quality of video and audio is very good

4/ It’s supported by most software

Warning: When you record with using a laptop, you have to choose between internal and external microphone. In Windows, you can choose at the moment of your plugging a headphone and microphone. In Linux, it’s not so easy. To do that, you should install pavucontrol. It’is a simple GTK based volume control tool (I use it with KDE). Run pavucontrol. You should see the window with options that control Pulse Audio. You should be especially interested in Input Devices and Output Devices.

If you wish to use the internal microphone, just select this option. If you wish to plug the headphone and microphone, just select the external microphone. Using the external microphone is a better solution because when you record using the laptop speaker only, there will be much background noise.

However, you can have still problem with background noises when you try to record with full volume. I think the 80% of volume during recording with microphone is the best.

TeamViewer 9 Connection Problems on Linux (OpenSuse 13.1)

TeamViewer 9 Connection Problems on Linux (OpenSuse 13.1)

When you start your TV on your system and you see dashes instead of numbers (Your ID and Password), you can be sure that your TV client have no connection to the TV servers. Yes, it can be caused by many reasons.

I got the info form the TV Support:

Dear Sir or Madam,

Thank you for your email.

Not being able to generate a TeamViewer ID or password is often related to TeamViewer not being able to make a connection to our master servers.
Common causes for this problem are firewalls, proxy servers & content filtering programs or a combination of either.

To ensure that your TeamViewer connects to our master servers, you may need to configure your software firewall (Windows Firewall for example) to allow the TeamViewer application to make outbound connections. The same rule applies to any third-party firewall you have installed manually.

If your configuration appears fine, you may need to manually configure your modem/router to allow outbound TCP connections on port 5938. To do this, please contact your modem/routers manufacturer for more information.
Please also unblock the following URL:
*.teamviewer.com
Please let me know the outcome and what resolves your issue. If you have any further questions, please do not hesitate to reply.

However, it’s impossible that I have one of these problems. All has been checked and TV8 worked with no problems with this configuration of my system. So what’s wrong?

The problem started with changing TV8 to TV9. So the problem is in TV9. And I remove TV9 from my system. You should delete all from your system. After having uninstalled TV9, it’s good to check if there are still some remnants. Use the command:

find / -iname teamviewer

Now, you can get all information of TV remnants in your system. Remove all manually if you see still something. It’s good to have a clean environment for installing TV8 again.

Restart your system. Install TV8. It should work (you shouldn’t see the dashes any more). If not, you can restart the TV daemon.

When you run

teamviewer — help

in the console, you will get all the options you need. Use this command:

teamviewer –daemon restart

Now, you should start your TV and have the connection to the servers. Consequently, you are able to connect to your partner’s computer.

Conclusion: I think there’s a bug in TV9 (a Linux version), so if you have any problems with connection in TV9, just come back to TV8. It works for me.

libGL error: unable to load driver: i965_dri.so – a Mesa 3D graphics library error

libGL error: unable to load driver: i965_dri.so – a Mesa 3D graphics library error

When you, for example, updated your Mesa 3D graphics library and you see such an error after having used the

linux-7tpy:~ # LIBGL_DEBUG=verbose glxinfo

command, you should know that’s something went wrong. Your DRI (Direct Rendering Infrastructure) driver doesn’t work. Consequently, you won’t start any game or other software that needs 3D acceleration.

I use openSuse 13.1 (32 bit) and Intel Corporation Mobile GM965/GL960 graphics card. I upgraded my Mesa 9.2.3 to Mesa 10.0.2. This wasn’t supported by the official repos; I just installed RPM from the X11:XOrg repo. I knew the there would be problems, but I did that. My Unity3D on PlayOnLinux and Wine was crashed. The 3D driver didn’t work. I had to fix it.

There are many threads on the topic in the Internet; however, none was good for me. I read the info I got form LIBGL_DEBUG=verbose glxinfo. And I found the solution – my driver was in a wrong directory!

My all DRI drivers were put after having been installed into:

/usr/lib/dri

Among them, there was i965_dri.so that I needed for my graphic card. I just copied this driver into:

/usr/lib/dri/updates

I ran the command:

linux-7tpy:~ # cp /usr/lib/dri/i965_dri.so /usr/lib/dri/updates/i965_dri.so

And when I ran glxinfo again, the error disappeared. To check if everything is OK, I also ran

linux-7tpy:~ # glxinfo | grep render
direct rendering: Yes
GLX_MESA_multithread_makecurrent, GLX_MESA_query_renderer,
GLX_MESA_multithread_makecurrent, GLX_MESA_query_renderer,
OpenGL renderer string: Mesa DRI Intel(R) 965GM x86/MMX/SSE2
GL_NV_conditional_render, GL_NV_depth_clamp, GL_NV_light_max_exponent,

Two things are important in this output:

direct rendering should be “yes

OpenGL renderer string: Mesa DRI Intel(R) 965GM x86/MMX/SSE2” – my driver is running!

Read more at:

http://dri.freedesktop.org/wiki/glxinfo/

Now, when I start Unity3D, it works great.